czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 1

ROZDZIAŁ 1 


 *Harry* 


 -Hazza, no dalej! Wstawaj!- słyszę czyjś głos, a po chwili puchata poduszka ląduje na mojej głowie, skutecznie mnie dobudzając.

Zauważam szatyna, wpatrującego się we mnie wyczekująco.
 -Li, wyluzuj. Już wstaję!- bronię się.

I rzeczywiście mam taki zamiar, ale prześcieradło zdaje się być magnesem, przyciągającym mnie do siebie.

-Haaaryyy- woła, ociągając się, kiedy widzi brak zmiany mojego położenia.           
-Mówiłem już, jak bardzo cię nienawidzę?- próbuję być zły.
-Tak naprawdę, to mnie uwielbiasz, wiem to- próbuje uśmiechnąć się najszerzej jak się da. 

Przyglądam się temu z rozbawieniem, aż wreszcie postanawiam przerwać.
-Okej, Li! Stop, bo ci jeszcze policzki pękną! 

 Mój współlokator po tym, jak zauważa moje powolne ruchy, wzdycha głośno i kieruje się do drzwi. 
Najchętniej oddaliłbym się z powrotem w podróż do malowniczej krainy snów, ale nie mogę zawieść kolegi. 
Z niewiadomego powodu poprosił mnie o wspólne odebranie listu z poczty. Tłumaczył, że to wiadomośc, od której zależy jego przyszłość, ale nie może zdradzić nic więcej. 
Zdziwiło mnie to, jak tajemniczy był, ale pomimo tego postanowiłem go wesprzeć. 
W końcu od tego właśnie są przyjaciele.
Wstaję powoli z łóżka i odgarniam lekko spocone włosy z twarzy. 
Po kolejnym poganiającym mnie krzyku, decyduję się wziąć pierwsze ubrania, które rzucą mi się w oczy i tym sposobem wchodzę do łazienki z błękitną koszulą, białymi bokserkami i czarnymi, obcisłymi rurkami z przetarciami na kolanach. 
Pośpiesznie szczotkuję zęby i szukam skarpetek bez dziur.
Nie zawracając sobie głowy zbyt skomplikowanym ułożeniem fryzury, biegnę do kuchni. 

 -Ta daam!- krzyczę, zaskakując tym Liam'a. 

On wypija tylko ostatni łyk kawy i już po chwili jest gotowy do wyjścia.
Ubieramy kurtki, przewiązujemy szaliki przez szyję, nakładamy czapki i wychodzimy na dwór.
Idziemy wąskimi alejkami, mijając ludzi, którzy obdarzają nas wieloma 'dzień dobry'.
Odpowiadamy im tym samym i wracamy do prowadzonej rozmowy.
Chłopak oczywiście denerwuje się, kiedy widzę, jak małej dziewczynce upada lalka i stwierdzam, że muszę jej pomóc. 
Ale cóż... Tak bardzo jak nie chcę spowalniać wycieczki, tak bardzo uwielbiam dzieci. 
Schylam się i doganiam kobietę z wózkiem, wręczając im zgubę.
Dziewczynka, trzymając zabawkę ponownie w swoich drobnych i bladych rączkach dziękuje mi i obdarza mnie najcieplejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widziałem. 
Zatracam się w dziecięcym uroku na tyle mocno, że dopiero po chwili słyszę chrząkanie i z żalem żegnam się z małą. 
Dalsza droga mija bez zbędnych przystanków, a kiedy wreszcie docieramy pod budynek poczty, Liam nie może utrzymać emocji na wodzy i podskakuje kilka razy. 
Przechodzimy przez drzwi i skręcamy w korytarz, prowadzący do windy.
Wjeżdżamy nią na drugie piętro.
Ustawiamy się w jednej z kilku kolejek i czekamy, aż nas przyjmą. 
Po zaledwie piętnastu minutach mój współlokator trzyma w rękach lśniącą od czystości, białą kopertę. 
Nie może opanowac drgawek, więc otwarcie jej zajmuje mu nieco więcej czasu. W końcu zaczyna czytać, obgryzając przy tym paznokcie. 
Zgaduję, że wyszukuje w tekście konkretnej informacji. 
Jestem pewien, że ją znalazł, kiedy jego źrenice rozszerzają się, a spod powiek zaczynają wypływać łzy. 
Rzuca mi się na szyję i kręci się ze mną dookoła. 
 Czekam, aż jego emocje opadną, a wtedy pytam:

-Liam, powiesz mi? 
-Ahh..No tak..-przerywa- Dostałem staż w Nowym Jorku!!- dokończa z piskiem jak u małego dziecka, które zabiera się do sklepu z zabawkami.
-Wow, stary, gratulacje!
-Dzięki, to wiele dla mnie znaczy.
-A kiedy wyjeżdżasz?- pytam zaciekawiony.

Przełyka nerwowo śline, zanim decyduje się odezwać.

-Za kilka dni, przykro mi.

Moja mina zmienia się natychmiast.
 Wiem o co mu chodzi.
Przez caly czas, od kiedy mieszkamy razem nie rozstawaliśmy się na dłużej niż jeden dzień.
Nie chcę zostać sam, ale zrobię wszystko, aby byl szczęśliwy i spełniał marzenia.

 -Będzie mi ciebie brakowało, bracie.

___________________________

BARDZO WAS PROSZĘ O KOMENTARZE.

Prolog

PROLOG

Są różni ludzie.
 Niektórzy przychodzą tylko wtedy, kiedy trzeba cię dobić.
Są też tacy, którzy poświęcą dla ciebie wszystko. 
Dosłownie wszystko. 
I pewnie gdybyś wiedział, co zamierzają zrobić, zabroniłbyś. 
Odmówiłbyś pomocy. 
I właśnie dlatego oni będą ukrywać prawdę. 
Nic ci nie powiedzą. 
Aż do momentu, kiedy jako radosny człowiek dowiesz się wszystkiego. 
Ale wtedy będzie już za późno. 
Nie zdołasz ich powstrzymać.